piątek, 10 października 2014

Thirtieth-four (part II)



Siedziałam obok Stelli na sofie w salonie sukien ślubnych. To był wielkie sklep w centrum Londynu. Bardzo popularny, bardzo drogi, ale za to godny uwagi.
Eleanor znalazła tutaj swoją wymarzoną sukienkę, w której chciała iść do ołtarza. Było to trzy tygodnie temu.
Dzień przed ślubem postanowiła sprawdzić, czy sukienka nadal pasuje na nią, jak ulał.
W środku mimo wielu osób krzątających się, oglądających suknie i je przymierzając, było zimno. Przez te białe kolory i dużo przestrzeni.
Czekałyśmy, aż brunetka wyjdzie z przymierzalni i pokaże się nam po raz drugi.
Wyjęłam telefon z kieszeni, kiedy poczułam jego wibrację. To był Harry.
Odsunęłam się delikatnie od Stelli, żeby nie zauważyła, że to on. Miała skłonności do zaglądania mi przez ramię.
Harry był uroczy. Cały czas pamiętałam, żeby nie ponieść się za daleko, ale chciałabym, żeby było tak, jak dawnie. Musiał mi pokazać, że naprawdę mu na mnie zależy. W sumie to już to wiedziałam, ale potrzebowałam jeszcze jednego dowodu.
- Co się tak cieszysz do tego telefonu? – Stella zmrużyła oczy i poklepała mnie po udzie.
- A co cię to interesuje? – odbiłam piłeczkę.
- Alex, zaczynam się poważnie niepokoić. Co się z tobą dzieje? – udała poważny ton, niczym moja matka.
- O co ci chodzi, Stell? – parsknęłam śmiechem.
- No tak, teraz obrócisz to w żart, kiedy ja staram się być poważna. Alexis, nie wkurwiaj mnie, dobrze? Dziękuję – uśmiechnęła się zdzirowato.
- Znamy się już wystarczająco długo i nadal nie zakumałaś? Nie. Mów. Do. Mnie. W. Ten. Sposób – wycedziłam przez zęby wywołując u niej salwę śmiechu.
Nie znosiłam jej, a za jednym razem ją kochałam. To była mieszanka wybuchowa, wiem.
- No z kim piszesz? – dociekała.
- Chryste Stella, czy ty musisz o wszystkim wiedzieć? – jęknęłam.
- Piszesz z nim? – uniosła brew.
Otworzyłam usta, żeby móc się jakoś z tego wybronić, ale w tamtym momencie od klęski uratowała mnie Eleanor wchodząc w sukni na podest przed lustrem.
Suknia ślubna była śnieżnobiała z dużą spódnicą i wąskim gorsetem z dekoltem w serduszko.
Z tyłu gorset był sznurowany srebrnymi paskami, a spódnica na wierzchu miała piękną koronkę.
Jednym słowem wyglądała idealnie!
Pierwsze co przyszło mi na myśl to, jak ja bym wyglądała w tej sukni? I czy w ogóle, kiedyś taką założę? Na pewno nie wyglądałabym tak pięknie, jak Eleanor, ale chciałabym kiedyś to zrobić. Wyjść za mąż.
Oczywiście nie teraz!  Może w nie dalekiej przyszłości.
- Wszyscy mają płakać ze szczęścia, kiedy mnie w tym zobaczą – zażartowała Eleanor, kiedy łzy zebrały się w jej oczach.
- Głupia, czemu ty płaczesz? – zaśmiała się Stella i wstała.
Zrobiłam to samo. Obie ją przytuliłyśmy do siebie.
- Nie mogę uwierzyć, że jutro będę żoną Louis’a –wyznała. – To jak sen na jawie!
- Reklamacji nie przyjmujemy, skarbie! – zawołałam i puściłam jej oczko.


*


Sama nie mogłam uwierzyć, że ten dzień w końcu nadszedł. Kiedyś nawet nie podejrzewałam, że będziemy się wciąż przyjaźnić, kiedy oni będą chcieli się pobrać. Cieszyłam się, że mogę być obecna na tym ślubie.
Długo nie mogłam usnąć, zastanawiając się, jak będzie wyglądać jutrzejszy dzień.
Ceremonia w kościele miała rozpocząć się o piętnastej i potrwać około dwie godziny. Następnie mieliśmy przyjechać do pałacu, którego nazwy zapomniałam, ale wiedziałam, że znajdował się pod Londynem.
Był tam również hotel, w którym miała zatrzymać się rodzina El i Lou, a w tym również i my.
Wszyscy mogli pić do upadłego bez martwienia się o to, kto będzie pełnił funkcję kierowcy.
Usnęłam koło trzeciej nad ranem, a już o dziewiątej obudziła mnie Stella z Liam’em, który wpadł na śniadanie.
Jednym słowem była niewyspana.
Zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół do kuchni.
- Czy ktoś może wie, czy Zayn wrócił już z Bradford? – zapytałam, nalewając do kubka kawy z ekspresu.
- Miał wrócić w nocy, ale nie jestem pewien. Może zapytaj Harry’ego? – zaproponował Liam, przeżuwając kawałek kanapki.
- O nie! Zabraniam jej konfrontacji i tak pojawi się na ślubie, a nie chcę, żeby popsuł się jej humor – oznajmiła głośno Stella i objęła mnie ramieniem.
Oj kochana, żebyś ty wiedziała, co się wokół ciebie dzieje.
Nie wiedziałam, jak uda się ten dzień. Wszyscy myśleli, że ja Harry skaczemy sobie do gardeł, a tymczasem wróciliśmy do siebie.  Nie chciałam, żeby się dowiedzieli, bo chciałam jeszcze nacieszyć się tą wolnością. Później zacznie się, że to błąd i głupota z mojej strony… Nie miałam na to ochoty.
- Po prostu zadzwonię do Malik’a – wzruszyłam ramionami. – Obiecał, że pojedziemy na ślub jego samochodem.
- To jest niemożliwe, że oni się pobierają. Mam wrażenie, że to jakiś pieprzony żart – stwierdziła Stella, kiedy przyłożyłam telefon do ucha i czekałam na sygnał od Zayn’a.
- Taa… To totalnie chore – kiwnął głową brunet.
Uśmiechnęłam się do nich.


*

- Jak to kurwa się spóźnisz?! – wrzasnęłam do słuchawki.
Dopiero o godzinie trzynastej udało mi się dodzwonić do szanownego pana Malik’a. Okazało się, że zabalował ze swoimi kuzynami tak, że był nieprzytomny by wrócić na czas do Londynu i w czasie, kiedy z nim rozmawiałam, on stał w korku dwadzieścia kilometrów przed Londynem.
- Normalnie! Alex, przepraszam, że jak zwykle musisz na mnie czekać, ale mój samochód to nie transformer, który rozpieprzy wszystkie auta stojące przede mną!
- Zabiję cię kiedyś! – warknęłam, zapinając spódnicę.
- Rób wokół siebie, co masz zrobić, a nim się obejrzysz to…
- Dostaniesz w mordę? – dokończyłam za niego słodkim głosem.
- Nienawidzę cię – westchnął i się rozłączył.
Uwielbiałam nasze rozmowy. Zawsze były wulgarne, sarkastyczne, sceptyczne i zabawne. Mieliśmy do siebie dystans i żartowaliśmy ze wszystkiego. Zayn był moim najlepszym przyjacielem i tego nie dało się zaprzeczyć.
Dopięłam do końca spódnicę i zabrałam się z bralet. Moja kreacja nie wyglądała na normalniejszą. Nie wiem, czy wypada iść tak do kościoła, więc stwierdziłam, że założę marynarkę.
Biała obcisła spódnica sięgała mi przed kolano, a bralet tego samego koloru odsłaniał trochę brzucha. Śnieżnobiałe szpilki do szpica zawitały na moich stopach. Miałam nadzieję, że wytrzymam w nich całą noc.
Spięłam włosy w luźnego koka, pozostawiając lekko skręcone kosmyki włosów po bokach.
Umalowałam ciemno oczy i lekko różową szminką usta. Byłam gotowa. Zajęło mi to godzinę.
Schowałam do kopertówki portfel i paczkę papierosów oraz kopertę z biletami na podróż balonem. Wiem, że to najbardziej szalony pomysł na jaki mogłam wpaść, ale co innego mogłam zrobić? Dać im w kopercie 500 funtów?
Beznadzieja. Może to im się spodoba?
Zeszłam na dół, gdzie Stella krzątała się chowając ostatnie potrzebne rzeczy do torebki.
- Jadę z Liam’em kupić jeszcze kwiaty, błagam cię nie spóźnij się! – jęknęła, kuśtykając do wyjścia.
- Proszę cię, Zayn stoi w korku przed Londynem, a jest nieprzebrany i nieumyty! – przewróciłam oczami.
- Trzy światy z nim!
Stella w pięknej czerwonej sukience i jednym czarnym bucie wyglądała pięknie. Nawet stabilizator jej pasował. Oczywiście nie mogła przeżyć faktu, że ona nie ubierze szpilek na wesele i próbowała mi zabronić. Bezczelna!
W każdym razie ubrała czarne baletki, zostawiła włosy rozpuszczone i pomalowała usta czerwoną szminką.
- Spotkamy się na miejscu! – zawołała i wyszła z domu.
Westchnęłam pod nosem i sprawdziłam godzinę na zegarku. Za piętnaście minut powinniśmy wyjechać, a jego nawet nie ma w Londynie! Spóźnimy się i to będzie jego wina! Pieprzony Malik!

*

Oczywiście miałam rację. Piętnaście minut. Spóźniliśmy się piętnaście. Wielkie wejście, przy okazji mordujące spojrzenie Stelli i dużo ludzi.
Stanęliśmy z Zayn’em w ławce obok Stelli, Liam’a i Niall’a. Dyskretnie próbowałam wyhaczyć, gdzie jest Harry, ale nigdzie go nie widziałam. A może go nie było? Nie rozmawiałam z nim od rana i nie mogłam się doczekać aż go zobaczę nawet jeśli nie mogłam do niego podejść i go przytulić.
Ceremonia trwała dwie długo niekończące się godziny. Czekałam tylko na to, aż złożą przysięgę i powiedzą sobie tak. Byłam głodna i nogi bolały mnie od stania, ale starałam się być wytrwała.
W końcu padło „TAK”. Louis odsłonił welon z twarzy Eleanor i pocałował ją prosto w usta.
To było piękne. Wszyscy zaczęli klaskać. Lou złapał brunetkę za rękę i oboje między ławkami wyszli z kościoła przy głośnym wiwatowaniu.
Czyli to już? Pierwsze małżeństwo w naszym towarzystwie.
Harry’ego nadal nigdzie nie mogłam znaleźć. Nawet przed kościołem mimo wielu ludzi nie widziałam go. W końcu postanowiłam do niego napisać, kiedy w ostatniej chwili zauważyłam go, jak wsiadał do samochodu.
Trzymając dłoń na sylwetce jakiejś blondynki.

Elie: Po raz pierwszy niespóźniona! Jakie to wspaniałe uczucie! Udanego weekendu od razu Wam życzę!
Jak podoba Wam się rozdział? Jest w nim mało Harry’ego, natomiast w następnym będzie go o wiele więcej, aż wam się znudzi!
W każdym razie, co sądzicie? Znowu narozrabiał? Jakie jest wasz zdanie na ten temat.
PROSZĘ O KOMENTARZE.

Ściskam <3